Od Akwinaty do Pinocheta: społeczna inżynieria mikronacyjnej prawicy

Jestem zdziwiony, bo mam poglądy centrowe, centrolewicowe, a wyszła mi prawica.

Pel Nander na Forum Mikronacji[1]

 Zauważyliście, że kapitalizm dyktatorski najczęściej wychodzi dzieciom neostrady?

 Elena Petrescu, tamże

 

W polskim mikroświecie nie brakuje dziś państw programowo sprofilowanych, niejako zaprojektowanych według wybranego wzorca socjokulturowego. W odróżnieniu od formalnie neutralnych mikronacji wcześniejszej generacji (Dreamland, Sarmacja, Scholandia), zrazu otwartych na wszystkich zainteresowanych, polska cyberprzestrzeń od kilku lat konsekwentnie zaludnia się wspólnotami obliczonymi na pozyskanie określonego mieszkańca – na ogół sympatyka pewnej kultury, idei czy choćby estetyki.

Jeden Wódz, mało Indian

Truizmem będzie stwierdzenie, że profil ideowy polskich mikronacji nie stanowi lustrzanego odbicia preferencji politycznych internautów, zaś banalna dychotomia prawica-lewica nie znajduje mikroświecie prostego przełożenia. A jednak nawet pobieżna analiza zawartości witryn i forów dyskusyjnych polskich państw internetowych pozwala na pogrupowanie rodzimych mikronacji według umownego klucza doktrynalnego. Obok stosunkowo licznych tworów deklarujących swoje przywiązanie do estetyki i ideologii socjalistycznej[2] znajdziemy co najmniej kilka państw, których twórcy i czołowi decydenci preferują idiom kulturowego konserwatyzmu (czasem: rewolucyjnego konserwatyzmu)[3]. O ile jednak nasi mikronacyjni lewicowcy inwestują swoją energię przede wszystkim w pastiszowanie modelu demokracji ludowej, często balansując na granicy groteski, tak Likurgowie mikronacyjnej prawicy na ogół podchodzą do swojej misji ze śmiertelną powagą.

 Wspólnoty te na ogół pozostają dziełem osamotnionego demiurga-ideologa, który na potrzeby nowego projektu wchodzi w buty społecznego inżyniera, tworząc ramy nieco hermetycznego, ale estetycznie i ideowo spójnego organizmu państwowego. Czasem przekracza jednak granicę zdrowego rozsądku i – jak w przypadku monarchy upadłego Królestwa Sclavinii – na potęgę klonuje ideowo uformowanych poddanych[4].

I

 Być jak Franco: Królestwo Sclavinii

Francisco Franco y Bahamonde (1892-1975) - szef państwa Hiszpanii i Regent Królestwa Hiszpanii (1947-1975)

 Teoretycznie najbardziej reprezentatywnym przykładem mikronacji o programowo prawicowym profilu, narzuconym odgórnie, choć przy autentycznym aplauzie poddanych, jest upadłe w 2. połowie ubiegłego roku – po niespełna trzech kwartałach samodzielnego istnienia – Królestwo Sclavinii. Przyczyną upadku państwa, w którym jeszcze kilka tygodni wcześniej widziano jedną z najbardziej dynamicznych społeczności mikronaycjnych, było niespodziewane odejście króla Emila Potockiego, twórcy i głównego propagatora „sclavinizmu”. A wraz z nim – kilkunastu mieszkańców, co do których wysuwa się dziś najróżniejsze „hipotezy ontologiczne”. Zrządzeniem ironicznie usposobionego losu większość dostępnych dziś materiałów związanych z istnieniem II Królestwa Sclavinii – kopie publicznych wystąpień, fragmenty infrastruktury informatycznej – zachowane zostały dzięki zapobiegliwości przeciwników i dysydentów Królestwa; znajdziemy je dziś rozproszone m.in. Wurstlandii, Trizondalu i Zjednoczonym Socjalistycznym Królestwie Hirshbergii i Weerlandu.

 Czym miałby być ów sclavinizm w rozumieniu jego głównego ideologa? To doktryna polityczna „oparta na zasadach Wolności, Własności i Sprawiedliwości” – tłumaczył Emil I Potocki y Bahamonde[5]. „Jej głównym zamysłem jest połączenie absolutystycznego sposobu sprawowania rządów ze znacznymi wolnościami obywatelskimi i wolnym rynkiem. Idee sclavinistyczne funkcjonują jako przewodnia myśl Narodu Sclavińskiego. Sclavinizm czerpie wiele założeń i koncepcji z idei ancien régime’u, Pierwszego Cesarstwa Francji i Imperium Rosyjskiego”.

Sclaviński faszyzm: iluzja pokolenia neostrady?

 Z symboliki I Cesarstwa czerpano w Sclavinii raczej niewiele – prawdopodobnie cała scheda po Napoleońskiej Francji znalazła odbicie jedynie w awatarze, jakim publicznie posługiwał się król Sclavinii. Zdecydowanie więcej czytelnych odniesień znajdziemy w przypadku Hiszpanii czasów sprzed intronizacji Jana I Karola w 1975 r. Organem doradczym sclavińskiego Dworu Królewskiego była powołana w czerwcu ubiegłego roku Izba Grandów – instytucja wzorowana na izbie hiszpańskiego parlamentu w Hiszpanii Habsburgów, Burbonów i Francisco Franco (zarówno bonapartyści, jak i lewicowi republikanie godności granda konsekwentnie nie uznawali).  Jednym z najbardziej eksponowanych symbolii Królestwa Sclavinii był sękaty krzyż burgundzki, silnie związany z heraldyką hiszpańską. Sam Potocki podpisywał się jako „Generalissimus i Naczelny Wódz Królewskich Sił Zbrojnych, Protektor Kościoła Sclavińskiego, El Caudillo de la Última Cruzada de la Sclavinia” (Przywódca Ostatecznej Krucjaty Sclavinii).

Krzyż burgundzki - jeden z emblematów II Królestwa Sclavinii

 Sclavinia była prawdopodobnie jedynym polską mikronacją, w którym zalegalizowano działalność partii faszystowskiej[6]. Do faszyzmu odwoływały się również inne siły polityczne Królestwa, które w krótkim okresie swojego istnienia zdominowane zostało przez ugrupowania rojalistyczne i tradycjonalistyczne, co rodzi uzasadnione pytanie, czy w świeżo powstałej społeczności mikronacyjnej możliwe jest zebranie tak znacznej liczby osób o jednakowych, często wzajemnie nieodróżnialnych poglądach. Poglądach, dodajmy, należących  do statystycznej mniejszości w obrębie polskiego mikroświata.  Opisany w dalszej części tekstu przykład Elderlandu jedynie potęguje wrażenie sceptycyzmu Jeszcze większe wątpliwości budzi groteskowy w swej formie kult osoby Emila I Potockiego – kult manifestujący się m.in. całą litanią niewyszukanych komplementów pod adresem publicznych wypowiedzi monarchy.

 Front Prawicy, największa partia polityczna Krolestwa Sclavinii, piórem swego lidera Xawerego Branickiego komunikował swoim wyborcom, iż Sclavińczycy „wyszli już z demokracji”. Co ciekawego – przez pewien czas członkiem Frontu pozostawał Robert Dąbski – największy dziś tropiciel śladów sclavińskiego faszyzmu – który z czasem zadeklarował przejście na pozycje centrowe, choć wciąż monarchistyczne[7].Przy okazji warto zwrócić uwagę, że sclavińscy politycy, w odróżnieniu od swego svordlandzkiego odpowiednika, przynajmniej nie mieszali pojęć: Rojalistyczne Stronnictwo Absolutyzmu tworzone przez Piotra i Cezarego Borgiów wpisało do swojego programu „nacjonalizm jako podstawę monarchofaszyzmu”, ale i walkę z komunizmem i narodowym socjalizmem (nazizmem).

 Bodaj jedynym przedstawicielem autentycznej opozycji w białej Sclavinii, politykiem o innych niż monarchistycznych poglądach, był niejaki Tomasz Juszczak, który już w pierwszych tygodniach istnienia państwa (a może właśnie dlatego?) założył partię socjaldemokratyczną. Juszczak dał się poznać jako autor postulatu obalenia króla Sclavinii, czym ściągnął na siebie bezlitosną krytykę rodaków. Sclaviński socjaldemokrata miał jednak nieco zaburzoną percepcję lokalnego układu sił: apelował na przykład o utworzenie Sclavińskiej Republiki Rad, co niezupełnie wynika z doktryny socjaldemokratycznej[8].

Jak domek z kart

W drugiej połowie 2011 r. – krótko po tajemniczym zniknięciu Emila I Potockiego, państwo oparte na niezłomnej wierze w siłę własnego narodu i trwałość instytucji politycznych ufundowanych na sclavinizmie, rozpadło się niczym domek z kart. Pomimo zmiany lokatora Pałacu Królewskiego, w ciągu kilku kolejnych tygodni Królestwo dosłownie wyparowało z cybeprzestrzeni. 14-letnia historia polskiego mikroświata nie zna drugiego takiego przypadku.

Zrządzeniem ironicznie usposobionego losu większość dostępnych dziś materiałów związanych z istnieniem II Królestwa Sclavinii – kopie publicznych wystąpień, fragmenty infrastruktury informatycznej – zachowane zostały dzięki zapobiegliwości przeciwników i dysydentów Królestwa – znajdziemy je dziś rozproszone m.in. w Wurstlandii, Trizondalu i Zjednoczonym Socjalistycznym Królestwie Hirshbergii i Weerlandu.

II

W brunatnej koszuli: Wolny Svordland

Powstanie Wolnego Svordlandu zostało proklamowane w obecności garstki użytkowników Forum Mikronacje w listopadzie 2010 r.  „Państwo, jakich mało jest na mikronacyjnym poletku”  – anonsował swój projekt Naczelnik Gustav Heinemann, eksponując kluczowe przymioty swej wirtualnej ojczyzny: „prawdziwie prawicowe, prawdziwie narodowe, prawdziwie militarystyczne, prawdziwie obywatelskie i prawdziwie liberalne”.  Po takiej zapowiedzi należało się spodziewać czegoś prawdziwie elektryzującego.

Flaga państwowa Wolnego Svordlandu

Naczelnik Gustav zapewniał co prawda, że nowa mikronacja nawiąże do tradycji „silnie prawicowych i silnie autorytarnych”, ale jednocześnie deklarował, że chodzi mu o projekt zasadniczo libertariański, więc jeśli autorytarny, to w sposób cokolwiek osobliwy. W wyniku małej burzy mózgów w gronie kilku życzliwych dyskutantów Naczelnik doszedł do wniosku, że etykietką najlepiej oddającą jego eklektyczny zamysł jest „narodowy liberalizm”.

Równolegle z zapewnieniami Naczelnika, choć niezupełnie w tym samym kierunku, ewoluowała państwowa symbolika. Witryna internetowa Wolnego Svordlandu nie pozostawiała większych złudzeń. Godłem „prawdziwie militarystycznego” Svordlandu okazała się charakterystyczna nazistowska gapa (czarny orzeł w locie), choć z amputowaną swastyką. Hymnem dumnych Svordlandczyków został niemiecki marsz wojskowy. Całość sprawiała wrażenie internetowej ekspozytury dziecięcego fanklubu III Rzeszy, która z libertarianizmem wiele wspólnego akurat nie miała.  Z prawicą również nie – pomimo kilku zewnętrznych analogii narodowy socjalizm to jednak nie faszyzm.

Prawdziwie „liberalna autokracja”

O Svordlandzie pisać możemy już jedynie w czasie przeszłym. Tydzień po uroczystej proklamacji niepodległości, Naczelnik Gustav zamknął cały kram i z kolekcją mundurów galowych przeniósł się do Królestwa Nordii, gdzie zgłosił akces do Królewskich Sił Zbrojnych. Siłą pierwotnego rozpędu svordlandzkie forum dyskusyjne wegetowało jeszcze przez jakiś czas, przyciągając rozmaitych mikronacyjnych podróżników, którzy bezskutecznie próbowali wpuścić do „prawdziwie liberalnego” Svordlandu trochę życia. Prawdziwie liberalna okazała się natomiast postawa kartografa Pela Nandera, który na początku 2011 r., już po ogłoszeniu upadku Svordlandu, zdecydował o jego umieszczeniu na wspólnej mapie mikronacji. Wiosną wyludnione państwo odwiedził sarmacki poseł Andrzej Swarzewski, który w swoim stylu agitował na rzecz inkorporacji Wolnego Svordlandu do Sarmacji. „Jesteśmy z Wami!” – wycedził na koniec patetycznej przemowy. Reakcji nie było, bo też nie miał kto zareagować. Sarmacki gość krzyczał do pustych trybun.

W ostatnich dniach marca bieżącego roku za sprawą micropedii dowiedzieliśmy się, że na ziemiach dumnego Svordlandu powstało Zjednoczone Królestwo Skandynawii. Założycielem państwa jest Pel Nander – mikronacyjny kartograf i kosmopolita.

Wolny Svordland to przykład dość groteskowy – tutaj maszyna stanęła, zanim poszczególne tryby zdążyły wykonać jakikolwiek ruch. Przy takim pomieszaniu pojęć svordlandzki twór miałby do odegrania jedynie rolę ideowego Frankensteina.

III

Król nie uśmiecha się nigdy: przypadek Królestwa Elderlandu

Godło Królestwa Elderlandu. Łacińska dewiza: Pro fide, rege et lege (Za wiarę, króla i prawo!)

Powstałe w grudniu 2004  r. Królestwo Elderlandu należy do mikronacji średniej generacji (m.in. obok Mandragoratu Wandystanu, Demokracji Surmeńskiej i Monarchii Austro-Węgierskiej). Rozrzucone na wodach Mikrooceanii, monderskim klinem wbijające się w interior zatłoczonego Kontynentu Wschodniego, należy do największych terytorialnie państwo polskiego mikroświata. W wymiarze demograficznym Królestwo nie prezentuje się już tak imponująco – przypomina tu raczej inne terytorialne kolosy – Dreamland, Scholandię, Wandystan czy Tyrencję. Ogromne obszary, po których hula wiatr.

 Posiłkując się żargonem marynistycznym, kolejne lata istnienia państwa były okresem naprzemiennie po sobie następujących faz politycznej burzy i flauty. W wymiarze geopolitycznym Królestwo próbowało różnych opcji – od unii z Rotrią (2008-2010) przez członkostwo w Unii Mikooceanii (2009-2010), po – ostatecznie – akces do Wspólnoty Korony Ebruzów (2010). Na miano paradoksu zasługuje fakt, że państwo konsekwentnie deklarujące przywiązane do idei legitymistycznego monarchizmu, od blisko dwóch lat budowane na modelu średniowiecznej monarchii stanowo-korporacyjnej, z głowami koronowanymi w Elderze obchodzi się nader szorstko.

 Dwóch z sześciu dotychczasowych monarchów Elderlandu zakończyło panowanie w wyniku detronizacji – Łukasz I w 2006 r. i Hadrian August w 2011 r. Na jednym de facto wymuszono abdykację w efekcie tzw. Rewolucji Zimowej (Patryk II w 2010 r.).  Na tym nie koniec.

Flaga walońskich reksistów. W lewym fgórnym rogu widoczny napis "Rex" - od "Christus Rex"

 W połowie ubiegłego roku Sąd Królewski wydał wyrok skazujący panującego w l. 2008-20010 Patryka II (d.  Peta von Wingena) na banicję. Byłemu królowi zarzucono m.in. „działanie na szkodę Królestwa Elderlandu” i „ujawnienie tajemnic państwowych”. Kamieniem obrazy dla elderlandzkiej arystokracji okazał się również fakt posiadania przez oskarżonego podwójnego obywatelstwa, co w Królestwie stanowi przewinę traktowaną z najwyższą surowością[9]. W ubiegły weekend ruszył natomiast  proces przeciwko Hadrianowi Augustowi (d. Adrianowi Scottowi), następcy Patryka II na tronie. I tu również zarzuty są poważne: „działanie na szkodę Królestwa”, „nieopłacenie serwera”, „spisek”, „publiczne znieważenie Królestwa”. Nie ma pardonu dla eks-monarchy – swego czasu jednego z najbardziej oddanych obywateli. Gdyby Jacek Bartyzel władny był nakładać towarzyskie anatemy, wyrok mógłby być tylko jeden: Regnum Terrae Antiquioris, jak tłumaczą na łacinę nazwę swojego kraju rodacy Hadriana Augusta, straciłoby prawo członka wspólnoty legitymistycznej. Co najmniej od czasów rewolucji angielskiej w połowie XVII w. wiadomo,  że monarcha to zawód podwyższonego ryzyka. Poprzeczka stawiana lokatorom Pałacu Królewskiego w Elderze została przez rodaków ustawiona niezwykle wysoko.  Dlaczego? O tym za chwilę.

 Ideał zza gór


św. Tomasz z Akwinu (1225-1274) - Doktor Kościoła i prawdopodobnie największy autorytet chrześcijańskiej tradycji monarchicznej

 Sądowe żarna bezlitośnie mielą reputacje kolejnych eks-monarchów, ale jedno w Królestwie nie zmienia się od lat: pozycja Regenta Simona McMelkora.  Dla zagranicznych obserwatorów dzisiejszy Elderland kojarzony jest przede wszystkim właśnie z postacią posągowego redaktora „Nowego Średniowiecza” – prawdopodobnie jednego z ostatnich polityków-publicystów, którzy mikroświat traktują poważnie. Poczet znanych Elderlandczyków nie kończy się jednak na jednym nazwisku – na arenie międzynarodowej Elderland przez pewien czas reprezentowany był przez Adriana Scotta, Rzecznika Trybunału Arbitrażowego OPM. Starsi mikronauci mogą pamiętać ekstrawaganckiego Macieja Rehaggela – byłego Prezesa Mikroświatowej Unii Piłkarskiej i trenera kadry narodowego Królestwa czy Jacka do Nascimento – innego utalentowanego szkoleniowca. Przytomni obserwatorzy tej części świata być może kojarzą jeszcze stonowaną publicystykę Rogera d’Artois[10] czy blogowanie Paula Neumanna[11], swego czasu obecnego na Planecie Mikronacje; jeszcze inni pamiętać mogą, choć to już zupełnie nieprawdopodobne, drżący głos Julii Royt na antenie TV Rzeczpospolita.

 To jednak wkład markiza McMelkora najsilniej zaważył na politycznym obliczu dzisiejszego Elderlandu. Czasy i zewnętrzne dekoracje ulegają zmianie, ale ideowy wektor Regenta pozostaje niewzruszony. Nakreślony piórem Markiza program Towarzystwa Tomistycznego, organizacji powołanej do życia  w ostatnich tygodniach 2009 r., ufundowany został na ideach tomizmu, ducha legionowego, korporacjonizmuzasadzie państwa organicznego.

Flaga z Krzyżem Michała Archanioła - symbol rumuńskiej Żelaznej Gwardii

 Z perspektywy zewnętrznego obserwatora najbardziej kontrowersyjnym punktem programu może się wydawać zapewnienie o przywiązaniu do ultramontanizmu – ta wykształcona na ziemiach niemieckich na przełomie XVIII i XIX wieku doktryna postulowała podporządkowanie polityki lokalnych kościołów rzymskokatolickich decyzjom papieża (jako temu, który zasiada w Rzymie – a więc „za górami”, ultra montes). „Przysięgamy bezwzględną wierność Wikariuszowi Chrystusa na Ziemi (obecnemu w realu) i Świętemu Powszechnemu Apostolskiemu Kościołowi Katolickiemu; w kwestiach doktrynalnych w szczególności” – deklarował twórca Towarzystwa, odpierając jednocześnie zarzut mieszania dwóch porządków: realnego i wirtualnego. „Jeżeli w Bogu swe źródło ma mieć wszystko, obejmuje to również takie rzeczy jak zabawę, czy też samoedukację oraz udział w różnorakich symulacjach i eksperymentach” – przekonywał w 2009 r.

 Warto przypomnieć, że uwagi te pochodzą z okresu, w którym Królestwo Elderlandu formalnie związane było unią z Państwem Kościelnym Rotria – mikronacją będącą mikronacyjnym odpowiednikiem Stolicy Apostolskiej[12]. Uroczysta koronacja Hadriana Augusta na króla Elderlandu  miała miejsce w Apostolskim Mieście Rotria – w roli organizatorów wystąpili rotryjscy „kapłani”. To jednak błędny trop – Simon McMelkor, tu i ówdzie deklarujący się jako tradycjonalistyczny katolik i sympatyk Bractwa św. Piusa X, kilka miesięcy wcześniej położył kamień węgielny pod budowę Elderlandzkiego Zrzeszenia Chrześcijan Świeckich. W programowym „Manifeście” postawił sprawę bezkompromisowo, uznając „przyjmowanie święceń kapłańskich, tytułów biskupich i wyższych, sprawowanie sakramentów za ohydną potwarz wobec realnego wyznania”. Lider elderlandzkich katolików potępił tego rodzaju praktyki i zapewnił, że w Królestwie nie będzie tolerancji dla „wirtualnych „księży”, czy też innych kapłanów”[13].

Ideologia jako inżyniera społeczna

Papież Pius X (1903-1914), autor "Przysięgi Antymodernistycznej"

 W planie strategicznym Królestwo Elderlandu miało ewoluować w kierunku późnofeudalnej monarchii stanowo-korporacyjnej,  opartej na zasadzie elitaryzmu i odnowy moralnej w duchu katolickiej nauki społecznej.  Kluczową cezurą w najnowszej historii Elderlandu są wydarzenia  wspomnianej już Rewolucji Zimowej (grudzień 2009 r.). Jakkolwiek utrącony przez wzbudzonych rodaków Patryk II szybko znalazł następcę w osobie Hadriana Augusta, faktyczny ciężar odpowiedzialności za ster państwa i animowanie aktywności na forum dyskusyjnym przypadł w udziale McMelkorowi. Wydawało się, że lada chwila ziści się sen elderlandzkiego tomisty i Królestwo przejdzie zapowiadaną metamorfozę. Od czasu wspomnianej rewolucji pozycja późniejszego Regenta już tylko rosła. Niestety równolegle postępował proces kurczenia się i tak już skromnej populacji Elderlandu. Proces trwający do chwili obecnej.

 W trakcie oficjalnej wizyty w Elderlandzie w maju 2010 r. szef dreamlandzkiego rządu podzielił się swoimi wrażeniami na temat Królestwa, porównując je do „zwartej wspólnoty samowychowaczej, która od swych członków wymaga czegoś więcej niż tylko regularnego klikania i meldowania się na potrzeby typowo mikronacyjnej ruchawki”.  W tym samym przemówieniu Premier Dreamlandu zwrócił jednak uwagę na drugą stronę medalu, podkreślając ciemną stronę hermetyzmu: „Jest to projekt daleko wykraczający poza najbardziej rozpowszechniony model wspólnej zabawy – gorączkowej, absorbującej raczej ilością bodźców niż ich jakością, chaotycznej i cokolwiek naiwnej. Nie trzeba tu szerokich badań opinii publicznej, by tak zdefiniowany program uznać za produkt niestrawny dla wielu potencjalnych mieszkańców Królestwa”[14]. Hermetyzm i niszowość, już i tak wpisane w istotę mikronacji, tutaj spotęgowane i usankcjonowane opcją światopoglądową jego nieformalnego lidera, niebezpiecznie windują poprzeczkę ustawioną potencjalnym obywatelom. Jeśli współczesne mikronacje można porównać do skromnych rozmiarowo, ale jednak wyeksponowanych dziupli, to dzisiejszy Elderland jest mysią jamą. Pogrążoną w ciemności, trudno dostępną, ukrytą przed ludzkim wzrokiem – choć jednocześnie schludną i całkiem nieźle zorganizowaną. To prawdopodobnie cena ideowego pozycjonowania, którą płacą środowiska po tej i po drugiej stronie ekranu.

Król i Korona: szorstka przyjaźń

Statua Szymona de Montfort w Leicester

 Zaskakująca koincydencja: w postawie markiza McMelkora znajdziemy zaskakujące podobieństwo do życiowych i ideowych perypetii jego XIII-wiecznego imiennika –  Simona hrabiego de Montfort, przywódcę buntu angielskich baronów przeciwko Henrykowi III Plantagenetowi (1207-1272). De Montfort, przez rok rządzący Albionem na sposób dyktatorski, okrzyknięty przez historyków „prekursorem parlamentaryzmu” i „niekoronowanym królem”, przyczynił się do przeobrażenia politycznej mentalności swoich czasów.  W nowej optyce Korona oddzieliła się od osoby króla, stając ponad nim jako symbol najwyższej władzy. Król stał się przysięgłym sługą nieco abstrakcyjnej Korony – godząc w jej prawa, mógł być usunięty przez broniących jej poddanych[15]. Przyglądając się przypadkom kolejnych abdykacji i procesów sądowych w Królestwie Elderlandu, trudno oprzeć się wrażeniu, że w ojczyźnie McMelkora, „niekoronowanego króla”,  wciąż obecny jest duch niespokojnej epoki zrodzonej w czasach Henryka III i jego syna – Edwarda I Długonogiego.

 Wnikliwy czytelnik kolejnych deklaracji sygnowanych nazwiskiem McMelkora znajdzie tam niemały kawałek europejskiej myśli politycznej –  od XII-wiecznej doktryny Jana z Salisbury, przez poglądy św. Tomasza z Akwinu, angielskich jurystów epoki Tudorów, XIX-wiecznych ultramontanów, korporacjonistów i neogwelfów,  po walońskich reksistów, którzy w latach 30. minionego wieku energicznie zabiegali o przekształcenie społeczeństwa belgijskiego w duchu nauczania Kościoła  katolickiego, wpisując się przy tym w intelektualny klimat przedwojennego faszyzmu. Na tym nie koniec – ze strony głównej Królestwa dowiadujemy się, że elderlandzka „formacja kulturowa i charakter narodowy inspirowany są neomediewalizmem i kulturą średniowiecznych ludów wczesnochrześcijańskich – Celtów i Germanów – w szczególności Iroszkotów, celtyckich Brytów, wczesnych Anglosasów oraz Franków z okresu Karola Wielkiego”.

Rewolucja na papierze

 W ramach szerokiej wizji bezkompromisowego Regenta-Interrexa, elderlandzki bastion kontrrewolucji kulturowej stanowić miał element większej układanki.  W połowie 2010 r. McMelkor prezentował swoim rodakom ogólne założenia nowego ustroju, znalazło się tam nawet miejsce na Elderlandzkie Towarzystwo Komunitariańskie,  które „w zastępstwie partii politycznych” miałaby reprezentować Królestwo „w międzynarodówkach korporacjonistycznych”[16]. Towarzystwo pełnić miało rolę odpowiednika irański Korpusu Strażników Rewolucji. Jak tłumaczył bohater tego szkicu – kluczowym zadaniem tego organu, składającego się z najwyższych funkcjonariuszy państwowych, miało być przeprowadzenie rewolucji.

Co wyszło ambitnych planów Regenta? W większości pozostały na papierze.  Konserwatywna rewolucja to w warunkach mikronacji projekt niedokończony. Większą skutecznością wykazali się dotąd ideolodzy nurtu biegunowo przeciwległego, kusząc utopią programowo pastiszowej demokracji ludowej. Czy projekty realizowane swego czasu w Wandystanie, Ciprofloksji, Sedmiogrodzie i Aralii, choć niejednorodne i wzajemnie nieporównywalne, mają cokolwiek wspólnego z lewicą w potocznym tego słowa znaczeniu? Permanentny brak życia gospodarczego odziera każdy projekt socjalistyczny z właściwej mu treści – w tym osiowej dla „towarzyszy” narracji emancypacyjnej. W efekcie zostaje kilka poczciwych haseł rodem z XVI-wiecznych traktatów europejskich humanistów.

Świat państw internetowych skłania do ponownego przemyślenia prywatnych poglądów i intuicji. Pryncypialne i dogmatyczne podejście na ogół ustępuje miejsca elastycznej polityce pragmatycznego eklektyzmu. Swoje trzy grosze dorzuca wszechobecny duch RPG, nazbyt często nakazujący mikronacyjnym dygnitarzom odgrywać role dla nich samych dotąd nawet nie do pomyślenia. Nie należy się zatem dziwić, że w pałacach królewskich polskich mikronacji znajdziemy zdeklarowanych republikanów, liberałów i zwolennicy państwa minimalnego. Neoliberałowie i subtelni anarchokapitaliści niepostrzeżenie przepoczwarzają się w etatystów i zwolenników interwencjonizmu państwa w przestrzeni ekonomicznej. A wszystko to – podobno – w imię pragmatyzmu i odpowiedzialności za przetrwanie kruchej wspólnoty mikronacyjnej.


[1] Cytowana wypowiedź jest komentarzem do tzw. testu politycznego opublikowanego na Forum Mikronacji w grudniu 2010 r. Zob. http://forum.mikronacje.info/index.php/topic,1368.0.html

[2] Wchodzącej czasem w hybrydowe układy z ideologią konserwatywną, jak w przypadku Zjednoczonego Socjalistycznego Królestwa Hisrhbergii i Weerlandu.

[3] Jakkolwiek przedmiotem analizy niniejszego szkicu stały się trzy arbitralnie wybrane mikronacje, listę państw kryjących się pod umownym szyldem „państw ideowych” o profilu konserwatywnym należałoby uzupełnić o Rotrię, Wurstlandię i – niewątpliwie– Monarchię Austro-Węgierską. Osobny przypadek stanowi tradycja politycznego konserwatyzmu w ramach Księstwa Sarmacji, najludniejszej polskiej mikronacji. Casus sarmacki zostanie omówiony w osobnym szkicu – tutaj ograniczono się jedynie do projektów kompleksowych, swym zakresem obejmujących całokształt systemu politycznego państwa.

[4] Tak przynajmniej twierdzą polityczni adwersarza Emila I Potockiego, dziś obecni przede wszystkim w Królestwie Trizondalu, gdzie z inicjatywy Marcela Hansa realizowany jest projekt badawczy „Secesja Sclavinii”. Jednym z celów ambitnego projektu jest zbadanie skali sclavińskiego kloningu, traktowanego raczej jako fakt niż hipoteza. Zob. wątek Praca badawcza „Secesja Sclavinii” na forum dyskusyjnym Królestwa Trizondalu – http://forum.trizondal.org/viewtopic.php?f=93&t=2608

[5] W rozmowie z Xawerym Branickim dla propagandowej „Tradycji” król Sclavinii określił swoje poglądy polityczne w sposób następujący: „Z całą pewnością są one prawicowe. Sądzę, że najbliżej mi do paleolibertarianizmu – znaczna wolność gospodarcza, osobista, ale również przywiązanie do Tradycji i pewien konserwatyzm obyczajowy”. Zob. „Tradycja” nr 1, 2011,

[6] Narodowa Partia Faszystowska. Twórcą i liderem partii był Benito Graziani. Zob. „Tradycja” nr 5, http://forum.trizondal.org/viewtopic.php?f=220&t=2329&p=29976&hilit=Juszczak#p29862

[7] Lider powstałego w czerwcu 2011 r. Komitetu Alternatywnego. Zob. „Kurier Sclaviński” z  29 czerwca 2011 r., http://kuriersclavinski.wordpress.com/2011/06/29/serwis-sai-29-06-2011/

[8] Na tym nie koniec. W czerwcu 2011 r. Sclavińska Partia Socjaldemokratyczna piórem swego lidera potępiła „faszystowsko-burżuazyjnej dyktaturzę, jaka panuje w Królestwie Scholandii”.

[9] Sprawa oznaczona w Sądzie Królewskim Królestwa Elderlandu sygnaturą SK/CiK/02/2010 [McMelkor vs. Wingen], zob. http://www.elderland.pl/forum/viewtopic.php?f=98&t=693&sid=e7555e666b108862701a528382f5a72c

[12] W pierwszej połowie 2010 r. Państwo Kościelne Rotria uległo symbolicznej sekularyzacji. Rotryjski katolicyzm stracił swoją doktrynalną i liturgiczną podbudowę, choć i tak traktowana była wcześniej w sposób selektywny i uproszczony.  Patriarcha stał się świeckim monarchą, wybieranym przez kardynałów na 3 miesięczną kadencję. Zachowano jednak wcześniejsze tytuły kościelne (kardynał, arcybiskup, biskup), traktując je odtąd jako godności świeckie.

[15] Zob. J. Baszkiewicz, Myśl polityczna wieków średnich, Poznań 2009.

Comments
13 komentarzy to “Od Akwinaty do Pinocheta: społeczna inżynieria mikronacyjnej prawicy”
  1. hans505 pisze:

    Chętnie przeczytałem artykuł. Co do Sclavinii to niestety, ale badania stanęły w miejscu z racji braku zeznań świadków. Istnienie klonów w RSiT jest traktowane jako fakt, gdyż sam Potocki przyznał się do posiadania przynajmniej dwóch dodatkowych kont.
    Co zaś się tyczy Tomasza Juszczaka to tutaj należy się zastanowić na ile był wiarygodny. Nigdy nie krytykował układu władzy panującego w kraju i zawsze trzymał stronę władz centralnych. Zniknął bez słowa. Jest to dość dziwne.

  2. Erick Monde pisze:

    Wypraszam sobie porównanie Ciprofleksji do Aralii, to przeciwne bieguny mikronacyjnej polityki. Ale artykuł ładny, choć ciut nudny i przepełniony napuszonymi wyrażeniami.

  3. McMelkor pisze:

    Co do Jacka Bartyzela i nauk tego karlistowskiego profesora, którego autorytet ukształtował znaczną część mojego światopoglądu, to wykłada on wyraźnie, że legitymizm nie sprowadza się do prostego wywodzenia genealogii i do prawa salickiego. W telegraficznym skrócie, następca Tronu nie jest jego właścicielem, ale powiernikiem. Traci swą prawowitość łamiąc prawo naturalne – przykładem szczególnym jest odejście od wiary czy tyrania, zdrada i działanie na szkodę państwa. „Zaciąga” na siebie utratę prawowitości przez sam czyn, tak jak katolik zaciąga na siebie ekskomunikę przez sam czyn określony w Tradycji Kościoła, bez względu na jego wykrycie i skuteczność doczesnej kary.

    Błąd suwerenności monarchy to fałsz oświeceniowego absolutyzmu, w moim pojęciu zupełnie niesłusznie zwanego „oświeconym”. W prawdziwie tradycyjnej monarchii król nie jest suwerenem, ale obrazem prawdziwego Suwerena, „imago Dei”, Suwerena, którym jest Bóg; Król to „pontifex”, budowniczy mostów między światem doczesnym, a duchowym. Nie jest właścicielem Korony, która przenosi się na wyższy plan platońskiego świata abstrakcyjnych idei, ale jest Jej pierwszym sługą. A więc stało się znakomicie, że przytoczył Pan postać mojego imiennika – dziękuję za wskazanie kolejnej inspiracji, którą dotąd przeoczyłem. Nie rozumiem jednak zupełnie uwagi o „wykluczeniu ze wspólnoty legitymistycznej”. Przecież, jak wynika z Pańskiego streszczenia biografii de Montforta młodszego, był on wyraźnym poplecznikiem tez profesora Bartyzela, osadzonym w innym czasie i miejscu sojusznikiem karlistów.

    Bowiem w tak ujętym, właściwym pojmowaniu legitymizmu nasze praktyki bezwzględnego obchodzenia się z królami, którzy doprowadzili (w różny sposób) do zniszczenia serwera, zniknięcia stron Elderlandu z sieci, a więc zniszczenia terytorium państwa – zatopienia Wyspy Faradon – jest dogłębi legitymistyczne.

    Jedynie w Mikroświecie, w tradycji Elderlandu, który nie zabawia się w tworzenie wirtualnych „kościołów” i nie odwołuje się bezpośrednio do Boga osobowego, zostaje On zastąpiony, czy też zapośredniczony, platońskim światem abstrakcyjnych Idei tworzących fundament Królestwa i „unoszących się wysoko ponad nim”. Tak konstruowana, wirtualna monarchia tradycjonalistyczna, staje się monarchią IDEOKRATYCZNĄ. Oto istota Elderlandu.

    • Jacques de Brolle pisze:

      Zgadza się. Cofam uczynioną przeze mnie uwagę o paradoksie. Zbyt pochopnie przeszedłem do porządku dziennego nad skalą zarzutów stawianych zdetronizowanym monarchom. W tym sensie Elderland pozostaje monarchią z ducha legitymistyczną.

      Opisane tu zarzuty zapewne wystarczyłyby do odmówienia królowi moralnego prawa do tronu w porządku „prawowitości wykonania”. Przywołany w tekście J. Bartyzel, szczególnie wyczulony na te niuanse, klaruje sprawę w sposób następujący: „Może istnieć władza legalna pozytywnie i legitymistyczna formalnie, ale nielegitymistyczna treściowo, jak monarchia, w której władca sprzeniewierza się prawu Bożemu i gwałci sumienia, a w konsekwencji też tyranizuje poddanych”. Zdaje się, że w tym właśnie sensie środowisko monarchistów uznaje za nielegitymistyczne panowanie Jana Karola I na tronie hiszpańskim. Argumentem miałby tu być m.in. podpis królewski złożony pod znowelizowaną ustawą aborcyjną (2010), co zresztą zaskarbiło hiszpańskiemu Burbonowi przydomek „Dzieciobójcy”.

  4. McMelkor pisze:

    *Błąd w drugim akapicie komentarza: „jest” = „są”.

  5. Czytając o Svordlandzie zabrakło mi odniesienia do pierwszego tego rodzaju państwa w Mikroświecie – wschodniokontynentalnego Słomagromu 😉 Więcej uwag – wieczorem, kiedy będę miał więcej czasu.

  6. hans505 pisze:

    Svordland nawet chyba na Słomagromie się wzorował.

  7. psvoboda pisze:

    Piękne. Bardzo przyjemna lektura. Zatrzymałem się na mikronacjach średniego pokolenia, więc o prawie żadnej z wymienionych wcześniej nie słyszałem. Niesamowite i wspaniałe, że ktoś rejestruje te jednotygodniowe państwa dla potomnych 🙂

  8. Sezonowe monarchie mają niepowtarzalny urok podobny do żywota jętki jednodniówki. Oczywiście bez fazy larwalnej…

  9. Talerz pisze:

    Bardzo ciekawy artykuł 🙂
    A propo Słomagromu – jako spadkobiercy tegoż kraju, zamierzamy wykorzystać go jako tło historyczne Wolnej Republiki Winków. Będzie się to wiązało z mocnym podkoloryzowaniem historii tego państwa, chcemy z niego zrobić v-światowy odpowiednik III Rzeszy 😉 Osoby pamiętające prawdziwy Słomagrom mogą być z tego powodu nieco zdegustowane, no ale przecież historię piszą zwycięzcy 😀

  10. Ivo Karakchanow pisze:

    Pan McMelkor to serio traktuje mikronacje z taką powaga śmiertelną? Straszne… Dobrze, że jestem niekształconym debilem, bo pewnie sam bym tak miał.

  11. click here pisze:

    Poszukując informacji w necie znalazłem tego bloga i ani nie wiem kiedy wciągnęła mnie jego lektura

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: