W horyzoncie idei: od Talossy do Dreamlandu

W drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia 1979 r. czternastoletni Robert Ben Madison, niewiele wcześniej osierocony przez matkę, powołał do życia wyimaginowane Królestwo Talossy, rozciągające się zrazu się na kilku metrach kwadratowych jego sypialni w domku jednorodzinnym w zachodniej części miasta Milwaukee, nieopodal jeziora Michigan. Młody Madison należał od odludków, rozpoczął właśnie naukę w liceum i najwyraźniej odczuwał potrzebę uporządkowania otaczającej go rzeczywistości według własnych reguł. Niekoniecznie śmiertelnie poważnych. Pierwszym hymnem Królestwa okazał się popularny utwór zespołu ABBA. Ze względu na zainteresowanie dawnymi dziejami Europy – którą nieco wcześniej miał okazję odwiedzić  – i obsesję na punkcie charyzmatycznych przywódców, pierwsze prowincje kraju otrzymały nazwy  Atatürk i Mussolini, zaś genealogię własnego rodu – podówczas jeszcze jednoosobowego – wywiódł od europejskich Burbonów. Pierwszy historyczny konflikt zbrojny z innym państwem, założonym zresztą przez licealistę z sąsiedztwa, skończył się zdemolowaniem drzwi do garażu państwa Madisonów. Niespełna rok później introwertyczny Bob zdecydował się wyjść poza cokolwiek ciasne granice pokoju i pospołu z dwójką innych kolegów – również młodych monarchów –  przystąpił do metodycznego podbijania  świata za pomocą  kulturowego memu mikronacji. Tak powstała istniejąca do dzisiaj League of Secessionist States (LoSS), która zrzesza również kilka polskich państw internetowych.

15-letni Robert Ben Madison na tle flagi Królestwa Talossy, pierwszej mikronacji na świecie (1980 r.)

Początki światowego fenomenu mikronacji nie były imponujące. Choć pojęcie mikronacji utożsamiamy dziś z państwami internetowymi, aż do połowy lat dziewięćdziesiątych dziesiątki „micronations” z całego świata funkcjonowały wyłącznie w świecie rzeczywistym, na ogół zrzeszając najbliższych znajomych swych twórców – przyjaciół ze szkolnej ławki, sąsiadów, kolegów z pracy. W przypadku Królestwa Talossy, pierwszej mikronacji na świecie, byli to przede wszystkim mieszkańcy północnych hrabstw stanu Wisconsin.  Twórcy i prawodawcy pierwszych mikronacji w mniejszym stopniu interesowali się wiernym odtwarzaniem struktur państwa, co żmudnym i metodycznym tworzeniem zrębów swoistej kontrkultury, na którą składały się m.in. nowy język, mitologia, wyimaginowana geografia, formy literackie. Język talossiański składa się dziś z 27 000 precyzyjnie opisanych słów. Mikronacja była raczej mini-narodem, niż mini-państwem.

Dzisiaj zmieniło się niemal wszystko.

 Talossą zdążył już rządzić wnuk Roberta Madisona,  mikronacje zadomowiły się w przestrzeni globalnej sieci, przybierając dzisiejszą postać symulatorów struktur państwowych, niejednokrotnie z rozwiniętym systemem wymiany handlowej. To jednak tylko część większej układanki: część mikronacji spoza polskiego obszaru językowego podryfowała w jeszcze innym kierunku, osiadając na mieliźnie tworów aspirujących do funkcjonowania na prawach państw świata rzeczywistego, pozyskując dla swych celów ziemię i nieruchomości. Te jednak pozostają poza kręgiem naszych zainteresowań.

W Królestwie Talossy od czterech lat panuje JKM Jan I, który na królewskim stolcu zastąpił niepełnoletniego wnuka Roberta B. Madisona

Przestrzeń mikroświata, tworzonego zrazu niemal wyłącznie przez nastolatków, dojrzała w każdym tego słowa znaczeniu. Przekroczony został próg infantylnego mimetyzmu. Mikronauci wypracowali nie tylko specyficzne systemy prawne i hybrydowe modele ustrojowe, ale i własną filozofię (ontologię), doktryny polityczne, społeczne, a nawet estetyczne. Tu i ówdzie pokuszono się nawet o stworzenie alternatywnych systemów religijnych, przeważnie jednak wariantów rzymskiego katolicyzmu, doraźnie podanych w cokolwiek pastiszowej formie. Chciałbym wierzyć, że tam, gdzie niegdyś było miejsce jedynie na trywialną fascynację Wiekami Średnimi – z całym ich zmitologizowanym sztafażem – znajdzie się dziś przestrzeń dla Spenglera, Kantorowicza czy Bierdiajewa, rosyjskiego filozofa, który patronuje niniejszemu blogowi.

Konceptualizacja mikroświata to proces długotrwały, obfitujący jednak w intrygujące efekty. Na łamach „Nowego Średniowiecza” chcielibyśmy poddać owe efekty swoistej inwentaryzacji. Podobnego wysiłku,  w nieco innej formie,  podejmowano się w minionej dekadzie w kilku punktach polskiego mikroświata – tutaj wymienimy prasę i ośrodki naukowe w państwach dawnej Wielkiej Trójki (zwłaszcza Królewski Uniwersytet Scholandzki), czy punktowe przedsięwzięcia w rodzaju Instytutu Pamięci PostNarodowej i frapujące filipiki na łamach „Wandei Ludu”.

Idea pisma poświęconego filozofii polityki polskiego mikroświata narodziła się dokładnie przed rokiem – przy okazji dyskusji wokół 12. rocznicy narodzin rodzimego ruchu mikronacyjnego. Niedostatek czasu i zasobów kadrowych sprawił, że pomysł na długie miesiące trafił do szuflady, stale jednak powracając w prywatnej korespondencji. Rozdziałem definitywnie zamkniętym wydają się czasy, gdy stopki redakcyjne wydawanych w Dreamlandzie czy Scholandii periodyków z trudem tylko mieściły nazwiska swoich autorów – dość powiedzieć,  wydanie Tygodnika Morlandzkiego” z połowy 2002 roku to efekt zbiorowego wysiłku tuzina internautów. W czasach bezdyskusyjnego triumfu blogosfery – tych jednoosobowych ambon – rzecz trudna nawet do pomyślenia.

„Idee pozostają nieme” – napisał jeden z naszych autorów w tekście otwierającym premierowe wydanie „NŚ” („Królując, tracimy życie”), chyba nieświadomie powtarzając wypowiedziane w poprzednim stulecia słowa Oswalda Spenglera. Pozostają nieme w tym sensie, że nawet niewyartykułowane, nieobecne w publicznym dyskursie, wciąż  odgrywają swoją rolę, wciąż władają naszą wyobraźnią.

Ideą regulatywną mikronacji wydaje się monarchizm – ideologia władzy i forma rządów, która przynajmniej w teorii gwarantuje względną stabilność i trwałość  systemu politycznego, co w warunkach państwa internetowego nabiera szczególnego znaczenia. To swoisty układ domyślny zdecydowanej większości tworów i prawodawców znanych nam mikronacji. Nawet nieliczne wspólnoty o ustroju republikańskim wykazują tendencję do koncentracji podstawowych prerogatyw suwerena w rękach jednostki – w tym wypadku głowy państwa, pełniącej zwykle funkcję nieformalnego monarchy i zarazem administratora-dysponenta haseł do kluczowych dla państwa kont. Rzecz godna jednak podkreślenia – mikronacyjne monarchie są państwami demokratycznymi par excellence, czerpiącymi swe siły witalny przede wszystkim z aktywności obywateli.  Bez aktywnego udziału tych ostatnich, mikronacja pozostaje martwa.

W tym sensie monarchizm – ale i znacznie więcej: fascynacja etosem rycerskiej, stanowej Europy, coraz jawniej okazywana pogarda dla instytucji banalnej demokracji liberalnej i współczesnego modelu życia  – stanowi fundament mikronacji. Modelowy mikronauta to dziś przywiązany do życia we wspólnocie komunitarianin, o Arystotelesowsku pojmujący znaczenie aktywności politycznej i zaangażowania pro publico bono, aprobujący przy tym silną władzę głowy państwa w zamian za gwarancję trwałości całego przedsięwzięcia.

Intuicyjnie pojmował to młody Robert Ben Madison, gdy trzydzieści lat temu, w dobie płyt analogowych i pierwszych walkmanów firmy SONY, zakładał pierwszą mikronację. Podobna intuicja przyświecać mogła dwie dekady później TomBondowi, twórcy pierwszego polskiego państwa internetowego.

Nie jest naszą ambicją  stworzenie spójnego metodologicznie pisma o charakterze naukowym, chyba że za ową metodologię uznać pesymistyczną perspektywę evoliańskiego tradycjonalizmu, lokującą redakcję na prawej  (konserwatywnej) stronie ideowego uniwersum.  Naszym żywiołem pozostanie  język publicystyczny, dający dużo większą swobodę manewru.

Jesteśmy jednak otwarci na nowe głosy i alternatywne perspektywy. Gorąco zachęcamy do wspólnej refleksji, ale i do nadsyłania tekstów własnego autorstwa.

 Zapraszamy tak lektury.

Advertisements
Comments
One Response to “W horyzoncie idei: od Talossy do Dreamlandu”
  1. franzjosef2 pisze:

    Ośmielę się nie zgodzić z tezą, jakoby monarchizm stanowił jakąś ideę, a przede wszystkim cel. Choć wpisuje się on także w tradycję austro-węgierską, to jednak jest raczej środkiem, a najwyżej – czymś między środkiem, a celem.

    Z drugiej strony – monarchizm wyrażający się w konkretnym ustroju często ma znaczenie dla charakteru danego państwa i dla ogólnej idei tego państwa. Tak już chyba będzie, że Dreamland zawsze będzie Królestwem, Sarmacja Księstwem, a Austria Cesarstwem – i inaczej nie umiemy sobie tego wyobrazić.

    Czytając jednak ten niezwykle ciekawy tekst można odnieść wrażenie, jakoby monarchizm istniał sam dla siebie – jedynie ze względu na ewentualne poglądy polityczne twórców mikronacji. Wydaje mi się jednak, że – jak wspomniałem – monarchizm jest tylko częścią. Niezbędną i ważną, ale nie jedyną i nie najważniejszą. Bowiem państwo, w którym to ustrój tworzy podstawy klimatu i atmosfery, długo nie przetrwa.

    Poza tym, nadal jednak spotykamy wiele przejawów wspomnianego już w artykule naśladownictwa. Choćby to, że w monarchiach wyroki sądowe często wydawane są w imieniu państwa, a nie władcy, że wiele urzędów, konstytucji i rozwiązań to kopia z realiów polskich na realia internetowe. Także i u nas można było to wielokrotnie spotkać – choćby przez ustawę zezwalającą na związki partnerskie, która nadaje się jedynie do tego, żeby ją wyrzucić do kosza w realiach austro-węgierskich.

    Nie jest więc moim zdaniem monarchizm najistotniejszym elementem, a jedynie jednym spośród innych części naszego życia. Sam zresztą ustrój monarchiczny nie rozwiąże problemów żadnej mikronacji. Dlaczego? Cóż, powód jest wspomniany w artykule – bo nadal to cała kultura, język, geografia, cała ta otoczka są najważniejsze, a nie prawo czy ustrój.

    Monarchia bez charakteru, bez pomysłu, bez odpowiedniej atmosfery i otoczki będzie się sprawdzać tak samo źle, jak republika. Najtrudniejszą bodaj pracą twórców każdego państwa jest to, by monarcha nie był jedynie mikroświatowym odpowiednikiem polskiego urzędu prezydenta – a kimś innym, nieporównywalnym, a jego ustawa zasadnicza nie była polską konstytucją ze zmianami kosmetycznymi.

    Przede wszystkim liczy się klimat i charakter, a idea monarchizmu jest w mojej opinii jego częścią – a to, na ile jest ważna, zależy już od wykonawców :-).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: