Królując, tracimy życie

„Z Ariadny nici” Edwarda Kriega to dreamlandzka powieść z ambicjami. Jest to również ostatnia publikacja wydana przez Wydawnictwo PLEGOLAL, zanim w 2007 roku na dobre już zawiesiło swoją działalność. Ambicje autora, jak się wydaje, przerosły niestety jego warsztat. Mimo to „Z Ariadny nici” może być traktowane jako tekst symptomatyczny dla dreamlandzkiej kondycji, a zarazem dogodny punkt wyjściowy do sformułowania wniosków szerszych niż dotyczących wyłącznie literatury.

„Z Ariadny nici” korzysta z formy powieści historycznej, a nawet – na co może wskazywać styl – wzorowane jest na tradycji ustnych przekazów o dziejach. Krieg, zdając sobie przy tym sprawę, czym w istocie jest dreamlandzka „epoka przedinternetowa”, nie chce jednak pisać opowieści dokumentalizującej wydarzenia, które nigdy wszak nie miały miejsca. Pisze powieść ahistoryczną, czy wręcz „antyhistoryczną”, co zaznacza bezpośrednio – przerywając tok fabuły krótkimi moralitetami o historii jako nauce próżnej i nonsensownej: Historycy to kasta ludzi zarozumiałych. (…) Sądzi ten żałosny ludek – i nas, naiwnych przekonał już dawno – że do tak zwanej „prawdy historycznej” można dotrzeć. (…) [Historię] znów będą młócić, przetwarzać, odkurzać, czyścić szczoteczkami z miękkim włosiem, poszukiwać klejnotów w kloace. (…) Dwie półprawdy to całe kłamstwo, i uświadommy sobie to wreszcie, zanim przystąpimy do składania ukłonów przed nieweryfikowalnymi danymi z zamierzchłej przeszłości.

Jak wynika z innych fragmentów tych krótkich wtrąceń, Krieg odrzuca właściwie wszelką dziejowość. Fabuła „Z Ariadny nici” od samego początku tchnie więc pewną dwuznacznością: trudno w satysfakcjonujący sposób ustawić w odpowiednim kontekście temat opowieści o wydarzeniach historycznych (choćby i zmyślonych, co byłoby jasne i bez antyhistorycznych wystąpień), gdy autor poddaje w wątpliwość nie tyle nawet historię, ile w ogóle „historyczność”. Cóż można bowiem opowiedzieć, gdy wszelkie opowiadanie jest kłamstwem, odtwarzaniem nigdy nie istniejącego, „poszukiwaniem klejnotów w kloace”?

Krieg wydaje się wprawdzie całkowicie świadomy, że unieważnia własną metodę. Sam tytuł sugeruje, że chodzi o jakieś przerwanie, o historię niekontynuowaną, nielinearną. Przywołując mitologiczną nić Ariadny, jednocześnie wplata polski zwrot frazeologiczny: nici z Ariadny oznacza, że z tej Ariadny, z tej uspokajającej (historycznej) ciągłości nic już nie będzie. Przedostatnie zdanie właściwej części tekstu, zasadnicze zakończenie brzmi: „Rzemienie historii się zawiązały”. Opowieść Kriega, ubarwiona konwencją powieści historycznej, zawieszona jest w próżni: rzemienie się zawiązały, próżno szukać następstw opisanych wydarzeń. Zaistniało tylko to, co opisano, nic więcej, nic mniej.

Autor jest demiurgiem. I jeśli nie tworzy całych wszechświatów, to wyłącznie dlatego, że nie ma ich na czym oprzeć, skoro każda kolejna opowieść ma swój początek i koniec, a zarazem nie pozostaje osadzona w żadnej historii czy tradycji. Każdy kolejny tworzony przez autora świat jest systemem skończonym i obustronnie domkniętym. Byłby to więc silny cios przynajmniej w rozwijający się w Dreamlandzie niegdyś historycyzujący nurt poszukujący „dziejów przedinternetowych”. Czy cios ten jest celny – trudno orzec.

Medgar de Rama w „Głosie Weblandu” (Nr 43, styczeń 2008) częściowo wspiera powyższy tok interpretacji, jednocześnie narzekając na wprowadzanie do dreamlandzkiego tekstu europejskiego kontekstu historycznego: mamy bowiem katolików, prawosławnych, muzułmanów, a jeden z kluczowych bohaterów nosi przydomek „Wściekłego Hiszpana”. Czy jednak nie jest to również ten wyraz przekonania Kriega o nieadekwatności historii – a w każdym razie absurdalności historycyzmu w literaturze świata wirtualnego?

Jeśli fabuła powieści historycznej jest w tym samym stopniu wymyślona, co każdej innej opowieści – to czy autor podlega jakimś ograniczeniom? Medgar de Rama pyta: Skąd i po co Hiszpan, zamiast Sarmaty lub Scholandczyka? Odpowiedzieć mu można: a dlaczego nie?

Nici historii są rozerwane, a Krieg splata je dla czystego aktu kreacji. Związuje rzemienie swojej historii – tej, którą pragnie opowiedzieć, nie zaś tej, którą mógłby odtworzyć. Na „Z Ariadny nici” warto jednak zwrócić uwagę z innego powodu niż nieco wydumane założenia autora. Rama twierdzi, że Krieg nie lubi swoich bohaterów tam, gdzie problem należałoby postawić zgoła inaczej. Głównym bohaterem dla Kriega nie jest żaden z mgławicowych bohaterów „Z Ariadny nici”, włącznie z kluczowymi dla opowieści, jak król Henryk i książę Almasý. Główną i jedyną heroiną jest władza: na uzależnienie od niej cierpią wszyscy.

Rama słusznie cytuje zdanie, które mogłoby posłużyć za motto całej powieści: „Nie miał już żadnej władzy; tak jakby w ogóle go już nie było”, opatrując to następującym lakonicznym komentarzem: „Rządzę, więc jestem”. Począwszy od Marbeth, poprzez jej syna Henryka, księcia Almasýego, Bonda Justusa aż po kardynała Heinzldeckela – wszystkim zależy tylko na tym jednym, na rządzeniu. Gdy osiągają swój cel, jest to najlepszy powód, by chcieć więcej – władzę swą rozszerzyć; zarazem najlepszy powód, by bać się tej jednej, jedynej rzeczy, która wywołać może trwogę w świecie „Z Ariadny nici”: utraty władzy.

Krieg nie wspomina bodaj o jednej nawet innej motywacji swoich „bohaterów”. Nieprzypadkowo, gdy jeden z synów Almasýego, Gabor, zostaje wydalony z Dreamlandu do Scholandii, po latach okazuje się patriarchą Kościoła Scholandzkiego. Z tego błędnego koła nie można się wydostać. Zwrócić uwagę można i na to, że nawet śmierć nie jest tu wyzwoleniem od politycznych reguł gry. Krieg przedstawia ją na dwa sposoby. Po pierwsze, jako statystykę, suche liczby („represjom poddano od tysiąca do nawet czterech tysięcy ludzi”). Po drugie, jako zdarzenie symboliczne – prześledzić można przynajmniej trzy takie
przypadki w tekście. Erwin VI i Henryk umierają g n i j ą c za życia i wydzielając czarci wręcz odór: „Król gnił i ten makabryczny proces został przez dworzan uznany powszechnie za zły znak dla Bonda Justusa”.

Śmierć króla nie jest po prostu śmiercią -jej nadnaturalne okoliczności służą jako element porządku symbolicznego świata opętanego żądzą władzy. Gnicie króla służy jako „znak” dla jego politycznego oponenta. Podobnie w przypadku księcia Alchiena Almasýego, drugiej osoby po królu – który zajęty umacnianiem swojej władzy nie dostrzega w porę niebezpieczeństwa czyhającego ze strony koterii pałacowych. Zostaje zamordowany przez Estebana Renagę, szefa królewskiej bezpieki, ale jego śmierć również przeniesiona zostaje do porządku symbolicznego – tym razem nie przez działanie sił nadprzyrodzonych, ale przemyślanym gestem ze strony samego Renagi. Ciało księcia Almasýego zostaje zdesakralizowane, sprofanowane poprzez sprowadzenie do roli pożywienia dla przerażonych członków Rady Królewskiej. Pierwsze danie zjadają w milczeniu, nie chcąc ściągnąć na siebie gniewu Kancelarii Tajnej, której ludzie mogą być nawet pośród służby. Drugiego przemilczeć już nie mogą. Głównym daniem okazuje się książę ordynat admirał Alchien Almasý, dobrodziej króla Henryka, upieczony i przyrządzony jak prosię, w wystawnym garnirunku, obłożony warzywami.

Krieg dodaje w następnym akapicie, że „Okrucieństwo radcy tajnego bezpieczeństwa Estebana Renagi powoduje zrozumiały szok w całym Dreamlandzie”. W świecie „Z Ariadny nici” nie tyle to okrucieństwo, co po prostu metoda na umocnienie panowania. „Wyjątkowe czasy wymagają użycia wyjątkowych metod” – zdaje się cedzić przez zęby Krieg, odkrywając zakamarki samonapędzającego się mechanizmu władzy. Alchien Almasý nie został wyłącznie zamordowany, jego szczątki zostały również zbeszczeszczone; nie tylko je zbeszczeszczono, ale również podano jako główne danie; i to nie komu innemu, jak członkom Rady Królewskiej. Jego śmierć również staje się symbolem, widocznym znakiem potęgi Renagi. W świecie „Z Ariadny nici” śmierć nie oczyszcza, nie daje szans na spokój wieczny – tutaj staje się przedłużeniem Władzy jako używki powszechnie pożądanej, ale mrocznej, skoligaconej z tragicznym fatum. Władza daje poczucie spełnienia, narkotycznie uzależnia – ale i wyniszcza. Destrukcyjne fatum sprawia, że giną wszyscy, którzy ją sprawowali: królowie Dreamlandu Erwin VI i Henryk, regent i uzurpator Bond Justus, książę Almasý, kardynał Heinzldeckel (aresztowany, już pierwszego dnia „umiera” w odosobnieniu – cudzysłów pochodzi od Kriega, i jest niezwykle znaczący). Królując, tracimy życie. To pożądanie unicestwia.

Jedynym, który zdaje się uciec od tego fatum, jest Esteban Renaga. Przychodzi „znikąd”, osiąga w Dreamlandzie nie tyle nawet władzę, ile wszechwładzę, i znika bez wieści, złożywszy uprzednio dymisję z zajmowanych stanowisk. Dlaczego precyzyjny Kriegowy mechanizm destrukcji oszczędza właśnie jego? Wydaje się, że w Renadze władza skupia się jak w soczewce: to on jest wszechwładnym mandarynem króla Henryka, to on załatwia wszelkie sprawy państwowe, na wielką skalę stosuje represje. Krieg wręcz pedantycznie podkreśla cechy, które czynią z niego idealnego uczestnika gry o panowanie. Jako zwierzchnik organów bezpieczeństwa Renaga przechowuje wszystko we własnej pamięci, nie pozostawia dowodów: wywiadowcy informują Renagę osobiście, ten zaś nie prowadzi żadnych notatek, nie gromadzi jakichkolwiek archiwów i wszystko przechowuje w głowie. Wydaje się, że Renaga jest osią dzieła Kriega, być może nawet kluczem do zrozumienia całości. Śmiało traktować można go nie jak człowieka, ale w kategoriach istoty nadprzyrodzonej, ponadludzkiej, beznamiętnej siły. On nie tyle sprawuje władzę, ile po prostu j e s t władzą.

To zapewne dlatego właśnie Renaga, choć skosztował panowania w największym stopniu, wymyka się podstępnemu fatum ścigającego wszystkich innych – tych, którzy przecież nawet w połowie nie osiągnęli jego potęgi. Jest zimny, nie okazuje uczuć, wykonuje swoje obowiązki jak obowiązki właśnie – nie czerpie z nich przyjemności, skoro najwyraźniej jest zupełnie niezdolny do odczuwania. Krieg zatrzymuje się na chwilę, skupiając się na plotkach dotyczących życia prywatnego Renagi: podaje, że mordował wszystkich tych, z którymi zbliżył się cieleśnie. Zaraz jednak Krieg dodaje, już w nieco innym kontekście, że to może być plotka, jakieś niesprawdzone pogłoski. Renaga jest przedstawicielem innego wymiaru, reprezentuje bezpośrednio ideę władzy, jest wcieleniem zasad gry – być może obserwatorzy po prostu chcieliby dołożyć mu do biografii te skrytobójstwa, aby nadać mu pozory człowieczeństwa. Czy więc można dziwić się, jak Rama, że „autor nie daje wypowiedzieć takiemu Renadze, najbardziej wyrazistej postaci, ani jednego słowa”?

Renaga jest siłą, usobieniem bezdusznych zasad gry. Jako nie-człowiek nie ma własnego głosu, jest wyłącznie uosobionym g ł ó w n y m  b o h a t e r em „Z Ariadny nici” – Władzą. Idee pozostają nieme. Jako traktat o władzy „Z Ariadny nici” może być lekturą frapującą. Czy w Dreamlandzie życie również nie skupia się czasem wyłącznie wokół niej? Bohaterowie Kriega wszyscy pragną swojego udziału w rządzeniu – czy w Dreamlandzie nieliterackim (choć przecież również nie realnym) nie jest to również główna motywacja Dreamlandczyków?

Odwołując się do praktyki i niejako porównując oba te porządki zadać można także inne pytania. Znana jest choćby opinia, że najwyższe urzędy państwowe (szczególnie monarchy czy szefa rządu) wycieńczają i męczą sprawujących je do tego stopnia, że często osoby te po złożeniu rezygnacji z funkcji przepadają gdzieś i rezygnują z aktywnego uczestnictwa w wirtualnym życiu. Czy to też nie tak jak w „Z Ariadny nici”? Pęd do władzy jest siłą destrukcyjną, wirem, w którym na romantyczną modłę zwycięstwo może jednocześnie odsłaniać bezmiar klęski – i to pierwsza lekcja, którą można wyciągnąć z dreamlandzkiej literatury.

W przypadku „Z Ariadny nici” jedno jeszcze zwraca uwagę – i należy możliwie zwięźle ten fakt tutaj odnotować. Przedstawiony świat jest światem wyłącznie męskim. Kilka kobiet przewijających się przez fabułę nie mają właściwie żadnego wpływu na bieg wydarzeń. Matka króla Henryka, królowa Marbeth, jest znaczącym przykładem: poddana tym samym prawom co inni, żądzy władzy, ze względu na swą płeć nie ma na nią zarazem najmniejszych szans. Krieg początkowo daje jej rolę tej, która sprowadzona do pałacu ma dać potomka bliskiemu śmierci królowi Erwinowi. Nie z własnej woli, co jasne – jest wyłącznie instrumentem służącym rozpłodowi. Przedmiotem bardziej niźli podmiotem jest również później, gdy Almasý rozważa czy z a p ł a c i ć za nią i małego Henryka. Wreszcie, kiedy – świadoma, że sama z siebie nie znaczy nic – chce wywierać wpływ na swojego syna, i poprzez niego realizować swoje pragnienie władzy, do porządku przywołuje ją Almasý, który odbiera jej i tą nadzieję. W ostatnich zdaniach „Z Ariadny nici” Marbeth, jako królowa-matka (a zarazem, w pewnym stopniu, królowa-wdowa) siedzi przy zamkniętej trumnie swego syna, ostatecznie już pozbawiona jakichkolwiek szans na udział we władzy (zapewne nieprzypadkowo Krieg odnotowuje, że kolejnym królem będzie syn Almasýego, Mihály). A przecież pragnęła tej władzy nie mniej niż mężczyźni.Z tego samego powodu zresztą zapewne uchodzi z życiem.

Wir jej nie wciąga, wyłącznie drażni jej żądze. Marbeth jest bohaterką kobiecą, postawioną poza nawiasem, zepchniętą do przestrzeni nie-mocy i nie-wydarzeń. To dla dreamlandzkiej literatury symptomatyczne. Można tu wskazać na przykład na wydaną w 2003 roku „Strzelbę w pierwszym akcie” Pavla Svobody (posługującego się wówczas tylko imieniem). „Strzelba…” jest komedią absurdu, a więc utworem zupełnie innym niż „Z Ariadny nici”. Omawiany motyw i tu objawia się jednak z całą siłą. Komiczna i demoniczna zarazem Królowa-Matka marzy o faktycznej władzy, której nie może dostać legalnie – w tym celu wywołuje rewolucję. Co ważne, zdając sobie sprawę ze słabości wynikającej wyłącznie z płci, nie próbuje osiągnąć celu otwarcie. Aby obalić panującego ukrywa się za osobą umierającego przedsiębiorcy-uzurpatora-mężczyzny. Dopiero w ten sposób, maskując swą słabość – zasłaniając swą płeć – ma choćby potencjalny dostęp do sukcesu rozumianego jako królewska potęga. Problem ten bohaterowie podejmują zresztą wprost, tuż przed końcem „Strzelby…”.

Aktualnie panujący Król mówi Królowej-Matce, jeszcze zanim tytułowa strzelba wypali zgodnie z prawidłami Czechowa: (…) nie możesz zostać Królową. Dreamlandczycy nigdy nie zaakceptują kobiety na tronie. Kiedyś może owszem, ale dziś nie masz szans. Kobieta nigdy nie będzie rządziła Dreamlandem. Zwraca uwagę, że Król-mężczyzna dwukrotnie mówi, że kobieta na tronie to okoliczność, która nie wydarzy się „nigdy”. Jako rodzaj kwiatka do kożucha dodaje to „kiedyś może owszem”, ale przecież sam w to nie wierzy. Kobieta politycznie nie istnieje, pozbawiona jest szans na dostęp do areopagu. Na brak bohaterów tekst Svobody nie narzeka: dwóch bohaterów rodem z powieści sensacyjnych, król TomBond VII, asystent króla, dworscy urzędnicy, kontradmirał Blake, szef wywiadu, i wielu innych. Wszyscy, poza wspomnianą już Królową-Matką, to mężczyźni. Charakterystyczne dla powieści dreamlandzkiej, że kobiety pojawiają się jako postacie służebne, pomijalne dla akcji – jako straganiarka i pielęgniarka. Zadaniem tej drugiej jest wyłącznie opatrzyć rany jednemu z męskich bohaterów i nęcić go jako obiekt seksualny.

Tak samo w „Z Ariadny nici”, gdzie poza Marbeth (również królową-matką – przypadek?), jedyne kobiety to drugo- czy trzecioplanowe postaci dworskie: żona Alchiena Almasýego (poświęcono jej kilka zdań, uczy się robótek ręcznych); mgławicowa królowa Liesbeth, o której wiemy tyle, że jest blada (być może chora) i zazdrosna, a także to, że została odsunięta od króla, gdy nie mogła dać mu potomka; siostry małgorzatki – znów: pielęgniarki; oraz kandydatka do tronu morlandzka księżniczka Karolina („której zaplecze stanowili wszyscy ci, którzy nie mogli się zdecydować co do kandydata i liczyli, że sprawa rozstrzygnie się dopiero później, gdy wybierany będzie przyszły kandydat na męża”, pisze Krieg – wyróżnienie moje, T.S.).

Nie ma już tutaj sensu rozstrząsać choćby płci bohaterów kilku innych, wcześniejszych i zarazem znacznie mniej udanych utworów Kriega dotyczących władzy, jak „Kryzys furlandzki”, w których w grę o władzę angażuje się podstępny i cyniczny Jonas Ridelcott. W króciutkim „Novigradzkim wieczorze” (PLEGOLAL 2006) Pawła Milewskiego sytuacja jest jeszcze trochę inna. Osią opowieści jest tajemnicza śmierć dyrektor Morlandzkiego Centrum Kultury – kobiety. Pod koniec opowiadania dowiadujemy się, że podejrzewana o jej zamordowanie jest również kobieta. Obie przedostają się jednak do narracji Milewskiego wyłącznie jako bohaterki istniejące o tyle, o ile wspominają o nich główni bohaterowie – burmistrz Novigradu i zarazem były buduar wandejskiej Precelkhandy oraz jego partner, prawdopodobnie pisarz. Obu można zapewne traktować jako alter ego samego Milewskiego, który w Burmistrzu zaklął swoją własną historię (Milewski również odszedł z Wandystanu, by pełnić funkcje publiczne w Dreamlandzie), a w jego partnerze – siebie samego piszącego „Novigradzki wieczór”, któremu śmierć dyrektor Centrum dostarcza nowych pomysłów.

Niezwykła dysproporcja między ilością mężczyzn i kobiet w Dreamlandzie i innych państwach wirtualnych znajduje tu więc ujście w postaci związku między dwoma mężczyznami. Ta nierówność z jednej strony odciska swoje piętno na dreamlandzkiej literaturze, w której kobieta traktowana jest jako bohaterka marginalna, bohaterka bez głosu i potencjału wyrażenia siebie; z drugiej strony – kieruje autorów w stronę homoerotyzmu.

W „Z Ariadny nici” znajduje to swoje ostateczne potwierdzenie: kobiety nie tyle nawet niewidoczne, co wyraziście ułomne i upośledzone, nie nadają się na partnerki dla męskich bohaterów ogarniętych tą szczególną wolą mocy. Król Henryk w młodości angażuje się więc w związek uczuciowy z synem Almasýego Gaborem; kardynał Heinzldeckel („stary sodomita”) bierze sobie za faworyta „pięknego biskupa pułkownika” Adama Oehlenschlaegera, przy czym epitet „piękny” pojawia się kilkukrotnie, zapewne po to, by utwierdzić w przekonaniu, że uroda jest jego jedynym atutem – i to właśnie ona pozwala mu dostać się na salony. Preceptor Henryka uczy jego i synów Almasýego, że „większość [królów Dreamlandu] w różnych okresach swojego życia mniej lub bardziej oficjalnie posiadało faworytów”.

Kiedy wreszcie Henryk musi stanąć przed ordynatem i swoją matką, by wytłumaczyć się z bliskiej zażyłości z Gaborem, Almasý przymyka oko upewniając się jedynie, czy nie jest to zagrożenie dla „polityki dynastycznej” (a więc dla reguł gry we władzę). Matka natomiast, ambitna, choć pozbawiona szans na potęgę, nazywa to „obrzydlistwem”. Jakżeby inaczej? Jako kobieta przeczuwa pewnie zagrożenie ze strony obcujących ze sobą mężczyzn, którzy – zaspokajając swoje pragnienia we własnym gronie – dostrzegają jej płeć już wyłącznie jako instrument służący prokreacji. Dramatycznie odczuwając własną bezsilność próbuje więc przenieść problem w sferę estetyki. Co oczywiste jednak, przegrywa.

„Rządzę, więc jestem”. Marbeth nie rządzi, więc to tak, jak gdyby jej już w ogóle nie było. Warto wspomnieć, że także w omawianej już „Strzelbie w pierwszym akcie” Svoboda pośrednio odnosi się do problemu, gdy pisze, że w Dreamlandzie ślub jest ekscentrycznym pomysłem. To oczywiście jeden z żartów, ale w tym kontekście jego treść można potraktować najzupełniej poważnie. Ślub Królowej-Matki z poprzednim królem Dreamlandu „odbił się szerokim echem w konserwatywnych środowiskach dreamlandzkich i pomimo upływu kilku lat nadal wywoływał kontrowersje”. Svoboda pisze o tym samym, co daje do zrozumienia Krieg i przeczuwa Milewski: w literaturze dreamlandzkiej kobieta nie jest i nie może być partnerką. Zawarcie małżeństwa stanowi wobec tego akt w najwyższym stopniu zadziwiający i ekstrawagancki.

W 2002 roku Bzerolek de Kakuć, twórca Wydawnictwa PLEGOLAL, zadał na łamach „Tygodnika Morlandzkiego” sławne pytanie: „Nasza literatura: dreamlandzka czy tylko w Dreamlandzie”. Puentą niniejszych rozważań mogłoby być wskazanie, że o ile w 2002 roku literatura rzeczywiście co najwyżej osadzona była w dreamlandzkich dekoracjach, to od tamtego czasu zmieniło się wszystko. „Strzelba w pierwszym akcie” Svobody, nieomawiany tu „Trzeci człowiek” Medgara de Ramy, „Z Ariadny nici” Kriega – wszystkie te utwory, co najmniej na sposób zaprezentowany powyżej, są mocno związane z kondycją samego Dreamlandu. To zwierciadła – wprawdzie krzywe, odbijające świat zniekształcony literacką wizją – ale jednak zwierciadła. Jak wiele można nauczyć się o Dreamlandzie uważnie słuchając jego literatów?

Tobias SAHL

Bibliografia:

  • Pavel (Svoboda P.): „Strzelba w pierwszym akcie”, PLEGOLAL 2003;
  • Milewski P.: „Novigradzki wieczór”, PLEGOLAL 2006;
  • Krieg E.: „Z Ariadny nici”, PLEGOLAL 2007.
  • Rama de M.: „Zdradzony minotaur”, Głos Weblandu nr  43, 2008, s.
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: